Stany Zjednoczone pozostają największym historycznym emitentem CO₂ – do 2024 r. wyemitowały ponad 500 mld ton i wykorzystały znaczną część globalnego budżetu węglowego. Mimo tego jadą na COP30 bez silnej reprezentacji, co budzi sprzeciw państw rozwijających się domagających się finansowania strat i szkód. To test wiarygodności USA w polityce klimatycznej.
Dziś, 10 listopada 2025r. rozpoczyna się Konferencja Stron (COP30) w Belém w Brazylii. Jednak w centrum uwagi społeczności międzynarodowej znajduje się nie tylko agenda klimatyczna, lecz także deklarowana minimalna, niskoszczeblowa obecność Stanów Zjednoczonych – kraju, który ma największy historyczny wkład w kryzys klimatyczny. Pomimo iż historyczne emisje CO2 USA są największe na świecie, aktualna polityka federalna, skoncentrowana na wycofywaniu zobowiązań klimatycznych, budzi poważne obawy co do przyszłej globalnej współpracy.
Historyczne emisje CO₂ USA tworzą globalny dług węglowy, który wciąż rośnie
Stany Zjednoczone są bezsprzecznie największym historycznym emitentem dwutlenku węgla (CO2) od początku rewolucji przemysłowej, czyli od 1850 roku. Do końca 2024 roku USA wyemitowały łącznie około 510- 537 miliardów ton CO2, co stanowi imponujące 20-25% wszystkich globalnych emisji historycznych. Ta dominacja kumulatywna datuje się od 1917 roku, kiedy to USA stały się największym skumulowanym emitentem i utrzymują tę pozycję do dziś.
W porównaniu z innymi światowymi potęgami, dystans jest znaczący. Chiny, choć w 2023 roku były największym rocznym emitentem (odpowiedzialnym za 30,1–31% globalnych emisji lub 12,67 GtCO2), zajmują odległe drugie miejsce w rankingu historycznym z emisjami wynoszącymi 312 GtCO2 do końca 2024 roku, co stanowi około 11-12% globalnej sumy. Unia Europejska plasuje się na trzecim miejscu z 303 GtCO2 do 2023 roku. Kraje afrykańskie łącznie odpowiadają za mniej niż 4% globalnych emisji historycznych, mimo że to one cierpią najbardziej z powodu zmian klimatu.
Nierówność w historycznych emisjach jest podstawą koncepcji sprawiedliwości klimatycznej. Naukowo udowodniono, że emisje te odpowiadają za około 0,2°C z obecnego globalnego ocieplenia, które do 2024 roku osiągnęło 1,43°C powyżej poziomu przedindustrialnego. Kumulatywny charakter CO2 oznacza, że emisje z XIX i XX wieku nadal przyczyniają się do dzisiejszego kryzysu. Jednocześnie, jak podaje IPCC 2024, Global Carbon Budget Addendum, świat wykorzystał już 94% budżetu węglowego dla utrzymania celu 1,5°C, a pozostałe 200
GtCO2 wystarczy, przy obecnym tempie, na około pięć lat.
Działania klimatyczne USA oceniane jako krytycznie niewystarczające przez ekspertów
Mimo że USA od 2005 roku zmniejszyły emisje o około 17,4–20%, postęp ten jest niweczony przez zmiany polityczne. Całkowite emisje gazów cieplarnianych (GHG) w USA w 2023 roku wyniosły blisko 6,2 miliarda ton ekwiwalentu CO2 (CO2e), z czego sam CO2 z paliw kopalnych wyniósł w 2024 roku około 4,772 gigaton. Należy podkreślić, że amerykańskie emisje na mieszkańca (per capita) wynoszą 13,8-14,3 ton CO2 rocznie, co jest kilkukrotnie więcej niż w krajach rozwijających się, takich jak Indie. Co więcej, najbogatsze 10% społeczeństwa w USA emituje ponad 55 ton CO2 rocznie na osobę.
Administracja Trumpa, po wycofaniu się po raz drugi z Porozumienia Paryskiego w 2025 roku, systematycznie cofnęła polityki klimatyczne ustanowione przez poprzednią administrację. Działania te, ocenione przez Climate Action Tracker jako krytycznie niewystarczające, obejmują: uchylenie podstaw prawnych regulacji gazów cieplarnianych przez EPA, wycofanie ulg podatkowych dla odnawialnych źródeł energii oraz plany budowy nowych elektrowni gazowych, co utrwala węglowy pat. Eksperci szacują, że w rezultacie emisje historycznych emisji CO2 USA w 2030 roku mogą być o 600–800 MtCO2e wyższe względem scenariusza wdrożonego NDC
Cień Waszyngtonu nad COP30. Obawy przed blokowaniem globalnych negocjacji klimatycznych
W kontekście rozpoczynającej się Konferencji COP30, minimalna obecność USA budzi niepokój w Europie i wśród państw rozwijających się. Administracja amerykańska zadeklarowała, że nie wyśle na szczyt wysokiego szczebla delegacji, a dyplomaci, jak donoszą Politico i Reuters, obawiają się, że USA mogą próbować aktywnie zakłócać negocjacje, promując antyklimatyczną agendę. W przeszłości administracja ta podejmowała już działania mające na celu zablokowanie międzynarodowych inicjatyw, w tym próbę ustanowienia opłaty węglowej na żeglugę w Międzynarodowej Organizacji Morskiej (IMO) oraz presję na kraje w sprawie traktatu o produkcji plastiku.
Ta postawa wpływa na trudne negocjacje dotyczące finansowania klimatycznego. Kraje Globalnego Południa, które najmniej przyczyniły się do powstania problemu, konsekwentnie domagają się wypełnienia zobowiązań finansowych. Fundusze na straty i szkody, choć formalnie ustanowione na COP28, są dramatycznie niedofinansowane. Do czerwca 2025 roku zebrano zobowiązania na kwotę około 789 milionów dolarów od 28 krajów, z czego faktycznie wpłacono jedynie 361 milionów dolarów. To stanowi mniej niż 0,2% szacowanych rocznych potrzeb wynoszących 200-400 miliardów dolarów. Wycofanie zobowiązań finansowych przez największego historycznego emitenta, jakim są Stany Zjednoczone, stanowi kluczowe wyzwanie dla osiągnięcia porozumienia na szczycie COP30.
W obliczu zbliżającego się wyczerpania globalnego budżetu węglowego i rosnących dowodów naukowych na temat bezpośredniej odpowiedzialności za ekstremalne zjawiska pogodowe, spór o historyczne emisje CO2 USA przestaje być jedynie kwestią etyki, stając się fundamentalnym problemem regulacyjnym i geopolitycznym. Brak przywództwa ze strony kraju o największej odpowiedzialności historycznej w tak krytycznym momencie globalnych negocjacji może znacząco utrudnić osiągnięcie celów Porozumienia Paryskiego.
Czytaj też:
Fotografia: Uniq Trek, Unsplash
