Choć niemiecki sąd ostatecznie oddalił pozew peruwiańskiego rolnika przeciwko koncernowi RWE, orzeczenie może przejść do historii jako kamień milowy w kształtowaniu prawnej odpowiedzialności korporacji za zmiany klimatu.
Wieloletnia batalia sądowa pomiędzy Saúlem Luciano Lliuyą, peruwiańskim rolnikiem i przewodnikiem górskim, a niemieckim gigantem energetycznym RWE dobiegła końca. Sprawa, która stała się symbolem walki o odpowiedzialność korporacji za zmiany klimatyczne, została ostatecznie oddalona przez wyższy sąd regionalny w Hamm w Niemczech. Jednak pomimo oddalenia pozwu, orzeczenie sądu jest postrzegane przez wielu jako przełom w zakresie prawnej odpowiedzialności firm.
Czego dotyczyła sprawa?
Saúl Luciano Lliuya, mieszkaniec Huaraz w Peru, pozwał RWE, argumentując, że globalne emisje firmy przyczyniły się do topnienia lodowców w Andach, co zagroziło jego rodzinnemu miastu Huaraz powodzią. Według niego, jezioro Palcacocha położone nad miastem, ma obecnie czterokrotnie więcej wody niż w 2003 roku w wyniku topnienia lodowca Palcacocha. Licząc od 1970 roku jego objętość zwiększyła się… ponad 34-krotnie. Lliuya, który sam widział skutki zmian klimatu jako przewodnik górski, twierdził, że emisje RWE przyczyniły się do wzrostu temperatury w regionie.
Pozew oparty był na niemieckim prawie cywilnym, w szczególności na paragrafie 1004 Kodeksu Cywilnego (BGB), który dotyczy ochrony własności przed zagrożeniem. Lliuya domagał się odszkodowania w wysokości 17 000 euro, które miało zostać przeznaczone na projekt obrony przeciwpowodziowej chroniący Huaraz. Kwota ta stanowiła jego proporcjonalny udział ok. 0,5% w kosztach takiego projektu, odpowiadający szacowanemu wkładowi RWE w globalne emisje przemysłowe od początku industrializacji.
RWE, największy producent energii elektrycznej w Niemczech, kwestionował zasadność pozwu, argumentując, że nie działało w Peru. Firma wskazywała również na swoje plany stopniowego wycofywania elektrowni węglowych i osiągnięcia neutralności węglowej do 2040 roku.
Droga sądowa – od odrzucenia do fazy dowodowej
Sprawa została wniesiona do sądu rejonowego w Essen w Niemczech w listopadzie 2015 roku i początkowo oddalona. Sąd rejonowy uznał, że pojedyncza firma nie może być pociągnięta do odpowiedzialności za zmiany klimatyczne i że brak jest „liniowego łańcucha przyczynowego” między emisjami a konkretnymi skutkami.
Jednak w zaskakującym zwrocie akcji, w 2017 roku Lliuya wygrał apelację przed wyższym sądem regionalnym w Hamm. Sąd apelacyjny pozwolił na przejście do fazy dowodowej. W ramach tej fazy, w maju 2022 roku, odbyła się wizja lokalna w Huaraz w Peru z udziałem sędziów, ekspertów i prawników obu stron, aby ocenić zagrożenie powodziowe dla domu powoda.
Ostateczna decyzja – dlaczego pozew został oddalony?
28 maja 2025 roku, po dziesięciu latach batalii, wyższy sąd regionalny w Hamm oddalił apelację powoda. Decyzja jest ostateczna i nie przewiduje dalszej apelacji.
Głównym powodem oddalenia pozwu było ustalenie przez sąd, w oparciu o opinię biegłego, że nie istnieje „konkretne” ani „znaczące” ryzyko dla własności powoda. Prawdopodobieństwo dotarcia wody z jeziora Palcacocha do domu Lliuyi w ciągu najbliższych 30 lat zostało oszacowane na zaledwie około jednego procenta – wartość, którą sąd uznał za zbyt niską, aby uzasadnić interwencję prawną. Dodatkowo, sąd stwierdził, że nawet gdyby doszło do powodzi, woda dotarłaby do domu w wysokości zaledwie kilku centymetrów i z prędkością niewystarczającą do naruszenia integralności konstrukcji budynku. Sąd odrzucił zastrzeżenia powoda dotyczące metodologii oceny ryzyka zastosowanej przez biegłego.
Przełomowe zasady prawne ustanowione mimo oddalenia sprawy
Pomimo oddalenia pozwu w oparciu o brak wystarczającego, konkretnego ryzyka dla własności peruwiańskiego farmera, orzeczenie sądu potwierdziło po raz pierwszy w niemieckim prawie cywilnym, że duzi emitenci gazów cieplarnianych mogą, co do zasady, być pociągnięci do odpowiedzialności za ryzyka i koszty wynikające z ich emisji.
Sąd uznał, że powód mógłby potencjalnie mieć roszczenie na mocy paragrafu 1004 niemieckiego Kodeksu Cywilnego, który przewiduje możliwość zobowiązania emitenta CO₂ do podjęcia działań prewencyjnych, jeśli zagrożenie dla własności wydaje się nieuchronne. W przypadku odmowy, odpowiedzialność za przyszłe koszty mogłaby zostać ustalona z góry, w oparciu o proporcjonalny udział emitenta w globalnych emisjach.
Co istotne, sąd podkreślił, że geograficzna odległość między elektrowniami pozwanej a domem powoda w Peru sama w sobie nie czyni roszczenia nieuzasadnionym. Sąd stwierdził również, że bycie jednym z wielu emitentów nie chroni firmy przed odpowiedzialnością.
Sąd uznał również, że złożoność nauki o klimacie, w tym powiązanie między emisjami a ryzykiem sięgające wczesnych odkryć naukowych, nie stanowi przeszkody dla ustalenia odpowiedzialności. Stwierdzono, że istnieje liniowy związek przyczynowy między emisjami a zmianami klimatu. Sąd odniósł się do wykresu Charlesa Keelinga z 1958 r., pokazującego wzrost CO₂ w atmosferze, oraz do raportu doradczego dla prezydenta USA z 1965 r., który ostrzegał przed skutkami spalania paliw kopalnych. Sąd uznał, że już wtedy firmy miały wystarczającą wiedzę, by przewidzieć negatywne skutki emisji i ponosić za nie odpowiedzialność.
Reakcje na Wyrok
Dla Saúla Luciano Lliuyi i wspierających go organizacji, takich jak Germanwatch, pomimo oddalenia jego indywidualnego roszczenia, orzeczenie sądu stanowi „ogromny krok naprzód” dla spraw klimatycznych. Uznają, że sąd „napisał historię prawa”, ustanawiając zasadę korporacyjnej odpowiedzialności klimatycznej, czego wcześniej nie zrobił żaden inny sąd na świecie w podobnym werdykcie. Wyrażają nadzieję, że decyzja ta zachęci do podobnych pozwów w innych krajach. Sam Lliuya powiedział, że choć nie uzyskał wszystkiego, był to „duży krok naprzód dla innych pozwów”. Przewodniczący sędzia Rolf Meyer zauważył, że sprawa była „jak mikrokosmos problemów świata między ludźmi z półkuli południowej i północnej, między biednymi i bogatymi„.
Z kolei RWE stwierdziło w odpowiedzi udzielonej Reuters, że orzeczenie nie ustanowiło precedensu w rozumieniu brytyjskiego systemu prawnego i że podobne próby w innych regionalnych sądach miały odmienne rozstrzygnięcia. Firma dodała, że kwestie polityki klimatycznej powinny być rozwiązywane na poziomie politycznym, a nie w sądach.
Fotografia: Adobe Photostock
